Nudne wybory z nieoczekiwanym zakończeniem?

Źródło: tagesschau.de

Autor: Dawid Pietrusiak

Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana, mawiał Heraklit z Efezu. Mimo iż to słynne stwierdzenie zostało wypowiedziane kilka tysięcy lat temu, to wciąż jest aktualne. Szczególnie oddaje to nastroje Niemców przed federalnymi wyborami do Bundestagu pod koniec września. Wielu obserwatorów założyło na starcie kampanii wyborczej, iż dotychczas rządzący Republiką Federalną chadecy uzyskają słabszy wynik niż w latach ubiegłych. Jednakże zaraz potem dodawano, że nie będą mieli problemów z wygraniem ze słabnącą Socjaldemokracją (SPD) i tracącą w sondażach partią Zielonych. Pytanie więc nie brzmiało czy blok CDU/CSU utrzyma władzę, tylko jak w roli kanclerza poradzi sobie nowy przewodniczący partii, Armin Laschet. Tymczasem na kilkanaście dni przed wyborami, które odbędą się 26 września, chrześcijańscy demokraci stracili pozycję lidera w ogólnokrajowych sondażach na rzecz SPD. W związku z tym nudne wybory mogą okazać się jednymi z najciekawszych w najnowszej historii RFN.

Wszyscy liczący się gracze na niemieckiej scenie politycznej już od dłuższego czasu wiedzieli, iż wybory w 2021 roku przyniosą zmianę. Kierująca pracami rządu federalnego Angela Merkel postanowiła odejść z polityki. Jej zapowiedź pociągnęła za sobą serię wyborów władz partyjnych, które okazały się dosyć problematyczne. Następczyni Merkel na stanowisku przewodniczącej CDU Annegret Kramp – Karrenbauer napotkawszy problemy w postaci przegranej jej ugrupowania w wyborach lokalnych oraz koalicji w jednym z landów z AfD złożyła dymisję. W związku z tym rozpisano kolejne wybory wewnętrzne, z których zwycięsko wyszedł Armin Laschet. Sądzono, że największe problemy są już za CDU. Jednak nieoczekiwanie nowe kierownictwo poszło drogą swoich poprzedników – wyniki wyborcze w kolejnych landach szybowały w dół. Do tego należy jeszcze dodać skandal z kupnem maseczek, w którym główną rolę odegrali parlamentarzyści chrześcijańskich demokratów. Mając to wszystko na uwadze pozycja wyjściowa CDU/CSU nie była zbyt dobra, ale zdecydowanie nie była również tragiczna.

Sondażowe notowania i opinie wyborców względem partii rządzącej są powiązane z wynikami innych partii. Mając to na uwadze, można dostrzec kilka interesujących trendów. Pierwszym z nich jest systematyczna utrata poparcia dla CDU/CSU. Szczególnie jest to widoczne od momentu tragicznych powodzi, które nawiedziły Niemcy w połowie lipca. Tuż po tych kataklizmach przewodniczący Laschet odwiedził tereny, które najbardziej ucierpiały. Jedyny obraz, który po tej wizycie został w głowach Niemców to żarty oraz śmiech pretendenta do objęcia urzędu kanclerskiego. Od tego wydarzenia partia straciła średnio 8-9 punktów procentowych poparcia notując obecnie wynik poniżej 20%, co jest jednym z najgorszych rezultatów od lat 50. ubiegłego wieku.

Podobną tendencję można dostrzec, analizując poparcie dla partii Zielonych. Jeszcze w kwietniu bieżącego roku ze średnim wynikiem 25% była ona najsilniejszą siłą polityczną we wszystkich badaniach opinii publicznej. Zbiegło się to w czasie z ogłoszeniem kandydatury Annaleny Baerbock na urząd kanclerza. Jednakże z każdym kolejnym miesiącem Zieloni tracili potencjalnych wyborców, notując na początku września 17% poparcia.

Największym zaskoczeniem kampanii wyborczej są notowania Socjaldemokratycznej Partii Niemiec. Przez ostatnie lata ta najstarsza partia w Niemczech nie odgrywała znaczącej roli na scenie politycznej. Zdaniem wielu obserwatorów niemieckiej polityki, SPD wchodząc w skład tak zwanej wielkiej koalicji (niem. große Koalition) z CDU/CSU w roli mniejszego podmiotu zatraciła swoją dominującą pozycję na lewicy. Warto również wspomnieć, iż różnice programowe pomiędzy koalicjantami na tyle się zatarły, że potencjalni wyborcy nie dostrzegali różnicy pomiędzy SPD a CDU/CSU. W tej sytuacji niemiecka socjaldemokracja nie notowała więcej niż 15%. Jednakże od czasu wspomnianej już powodzi w połowie lipca zaczęła systematycznie zyskiwać i na kilkanaście dni przed wyborami po raz pierwszy od ponad 15 lat wyprzedziła chadeków w ogólnokrajowych sondażach. SPD cały czas notuje tendencję wzrostową a CDU/CSU malejącą.

Czynniki kształtujące obecne nastroje polityczne w Niemczech nie ograniczają się tylko i wyłącznie do jednorazowej wpadki lidera chadeków Armina Lascheta. Ta sytuacja była częścią większej całości, która zamyka się w dużej mierze w sformułowaniu, że tegoroczne wybory i kandydaci partyjni na stanowisko kanclerza są nudni. Stwierdzenie to dotyczy w takim stopniu wspomnianego już premiera Nadrenii – Północnej Westfalii, jaki i jego głównego kontrkandydata reprezentującego SPD, Olafa Scholza. Jednakże z badań opinii publicznej wynika, iż większość respondentów widziałaby przedstawiciela socjaldemokracji na czele rządu federalnego (43% wskazało Scholza, a tylko 15% Armina Lascheta). Wśród argumentów potwierdzających wybór wielokrotnie podkreślano doświadczenie Scholza, który obecnie jest wicekanclerzem i ministrem finansów RFN, co jednoznacznie przekłada się na sympatię do całego ugrupowania, z którego się wywodzi. Wśród potencjalnych wyborców to również Scholz uchodzi za kandydata, który jest bliżej ludzi i charakteryzuje się większą wrażliwością społeczną niż Armin Laschet. Sceptycyzm wobec kandydatury premiera największego landu w Niemczech podkreśla również fakt, iż we wspomnianym sondażu zaufania do polityków wyprzedza go jego były partyjny konkurent do nominacji na kandydata ugrupowania na kanclerza, szef siostrzanej partii CSU – Markus Söder.

Wygląda na to, że wraz z upływem czasu topnieją szanse chadeków na utrzymanie władzy. Jeżeli kampanie prowadzone przez dwa główne ugrupowania w Niemczech nie ulegną diametralnej zmianie, to najprawdopodobniej obecnie dostrzegalne tendencje sondażowe utrzymają się, doprowadzając socjaldemokrację do długo wyczekiwanego zwycięstwa. Tegoroczne wybory do Bundestagu określane przez wielu mianem “nudnych” mogą zakończyć się takim wynikiem, którego jeszcze kilka miesięcy temu nie spodziewał się nikt. 

Leave a comment