
Autorka: Julia Zalewska-Biziuk
Około 90% dorosłej populacji Izraela została zaszczepiona bądź przeszła COVID-19. Z tego ponad połowa otrzymała już dwie dawki szczepionki Pfizer/BioNtech. Dla reszty świata pogrążonej w pandemii Izrael to inna rzeczywistość. Lepsza rzeczywistość. Restauracje, hotele, bary czy siłownie, bez różnicy, wszystkie są z powrotem otwarte. Izraelczycy z tzw. zielonymi paszportami — dokumentami potwierdzającymi otrzymanie podwójnej szczepionki — mogą w nieograniczony sposób korzystać z tych obiektów. Media typu The Economist, Financial Times czy Washington Post rozpisują się na temat wielkiego sukcesu rządu Netanjahu. Izrael wprowadził najszybszy system szczepień na świecie. Teraz Likud wygrał wybory parlamentarne. Pytanie, czy uda mu się stworzyć rząd większościowy, czy będą kolejne wybory. To zależy.
Aby stworzyć skuteczny rząd, potrzebne jest 61 miejsc na 120 w Knesecie. Sam Likud zdobył 30. Wraz z partiami, które otwarcie wspierają Netanjahu, wciąż nie stanowią większości. Trzeba więc układać się z partiami opozycyjnymi. Pozostaje pytanie, czy takie ugrupowania zgodzą się na współpracę. W pamięci wielu pozostaje niechlubny los Gantza i partii Niebiesko-Białych, której powodem upadku było właśnie wejście do rządu z Netanjahu. Wszak Gantz obiecywał swoim wyborcom, że taki scenariusz się nie spełni. Gdy się dopełnił, dopełniła się również kariera polityczna Gantza.
Partią, która zajęła drugie miejsce w wyborach jest centrowa Yesh Atid. Jej liderem jest Yair Lapid, były minister finansów w rządzie Netanjahu, niegdyś prezenter telewizyjny. Yesh Atid była częścią Niebiesko-Białych. Odeszła w efekcie utworzenia wspólnego rządu bloku z Likudem. I to jest główne źródło ich sukcesu. Netanjahu prawdopodobnie nie znajdzie w tej partii koalicjanta. Lapid oskarża go o politykę przychylną ultra-ortodoksyjnym Żydom. Teoretycznie Yesh Atid mogłaby próbować tworzyć alternatywną koalicję, jednak…trzecia w wyborach partia zarzeka się, że nigdy nie weszłaby w jej skład.
Trzecie miejsce w wyborach zajęła Yamina — koalicja partii nacjonalistycznych i prawicowych. Jej przywódca, Naftali Bennett, słynie z tego, że jest w twardej opozycji do idei państwa Palestyńskiego. Uważa, że Izrael powinien zaanektować Zachodnie Wybrzeże. Naftali Bennett — w przeszłości potentat oprogramowań komputerowych — tak samo jak Yair Lapid, był w rządzie Netanjahu. Obecnie postuluje obniżanie podatków i zmniejszanie regulacji prawnych. Choć wzywa Netanjahu do odejścia, w odróżnienia od Yesh Atid nie wyklucza możliwości wejścia z nim w koalicję. W wieczór wyborczy wypowiedział się, że dla dobra kraju wstąpiłby do takiej koalicji. Pytanie jak związanie się Likudu z Yaminą byłoby odbierane przez arabskie sąsiedztwo Izraela, a także administrację Bidena. Normalizacja stosunków Izraela ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Bahrajnem to ogromny sukces. Sukces, który osłabił pozycję władz palestyńskich. Mimo perspektywy normalizacji stosunków z kolejnymi państwami, sprawa Palestyny nie poszła w zapomnienie. Na przykład na kilka dni przed wyborami w Izraelu król Jordanii Abdullah II postanowił wysłać swojego syna Husseina (pół-Palestyńczyka) na Wzgórze Świątynne we Wschodniej Jerozolimie, gdzie znajduje się Kopuła na Skale — jedno z najświętszych miejsc Islamu. Jest to ważny symbol palestyńskich aspiracji niepodległościowych. Podróż Husseina miała być wyrazem poparcia dla Palestyny. Ostatecznie Izrael nie wpuścił księcia. Uznał, że jego świta jest zbyt liczna, co miałoby stwarzać zagrożenie pandemiczne.
W przypadku agresywniejszej polityki względem Palestyńczyków bardziej zdecydowaną pozycję będą zmuszone zająć inne państwa arabskie. Dlatego anty-palestyńska Yamina stwarza problem. Warto dodać, że zadeklarowała się, iż nigdy nie wejdzie w koalicję z centrową Yesh Atid. To jeszcze bardziej komplikuje polityczną układankę i zmniejsza szansę na alternatywną koalicję względem Likudu.
Jeśli Likud połączyłby siły ze Zjednoczonym Judaizmem Tory (ZTJ), Shas, Religijną Partią Syjonistyczną i Yaminą — zdobyłby 59 miejsc w Knesecie. Wciąż brakuje dwóch. Co ciekawe, pojawiła się możliwość dołączenia do takiej koalicji arabsko-islamskiej Partii Ra’am. To dobra wróżba dla Palestyńczyków, jednak co z Yaminą i jej anty-palatyńskimi poglądami? Partia Shas również robi furorę w Izraelu — raczej w negatywnym sensie — zniechęcając do siebie i innych partii religijnych społeczeństwo.

Decyzja Sądu Najwyższego Izraela z 1 marca stanowi, iż dla celów nadawania obywatelstwa Izrael musi uznawać także dokonywane w Izraelu konwersje konserwatywne i reformowane. W skrócie oznacza to, że jako nie-Żyd można teraz przyjechać do Izraela, dokonać tam stosunkowo łatwej i szybkiej konwersji reformowanej, i jako Żyd wystąpić o obywatelstwo. To wywołało sprzeciw Żydów ortodoksyjnych oraz dyskusję, którą można określić co najmniej jako gorszącą. Prym w niej wiodą dwie partie: ZTJ i Shas. Partia Shas rozkolportowała w Izraelu plakaty, pokazujące grupę Afrykańczyków i radiowóz policyjny w tle. Jest na nich napisane, że reformowani ich przekonwertują na Żydów, a następnie — nadadzą obywatelstwo izraelskie. Jest to posunięcie nie tylko rasistowskie, ale również dezinformacyjne. Sąd Najwyższy stanowi, że ubiegać się o obywatelstwo konwertyci nieortodoksyjni mogą wyłącznie wtedy, gdy mają prawo stałego pobytu w Izraelu. A Jerozolima takiego systematycznie migrantom i uchodźcom odmawia. Nie lepszy okazał się ZTS, który opublikował w internecie klip z psami w jarmułkach i szalach modlitewnych z napisem: „Według Sądu Najwyższego to jest Żyd!”. Ręce opadają.
Wracając do potencjalnej koalicji z Partią Ra’am. Lider ugrupowania, Mansour Abbas, który już wcześniej współpracował z Netanjahu i syjonistycznymi partiami, zgodziłby się na wejście do koalicji. Jeśli tylko arabska społeczność, która zmaga się ze słabej jakości infrastrukturą, wysokim współczynnikiem morderstw i dużym bezrobociem, zyskałaby na tym. Wydaje się, że wizja Netanjahu jako premiera na kolejne lata jest bliska spełnienia. To jest moim zdaniem najbardziej realny scenariusz. Scena polityczna jest podzielona na wszelkie możliwe sposoby, ale polityków łączy jedna rzecz — nikt nie chce piątych wyborów.
W środę rano Netanjahu ogłosił zwycięstwo swojej partii. Wezwał swoich rywali wyborczych do stworzenia z nim koalicji. Ostrzegł, że albo będzie rząd większościowy z Likudem, albo najprawdopodobniej piąte wybory. Faktycznie, szanse na utworzenie alternatywnej koalicji są znikome. Zwłaszcza w przypadku tak podzielonej opozycji. Rok temu do Knesetu startowały 4 “anty-Likudowe” partie. We wtorkowych wyborach — 10. W historii Izraela jeszcze żadna partia nie rządziła samodzielnie. Sukces rządu w zaszczepianiu społeczeństwa nie spowodował nagłego wzrostu popularności Likudu, jak się spodziewano. Po pierwsze, Izraelczycy wciąż pamiętają, jak ciężko przechodzili kolejne obostrzenia. Według ekspertów z Oxfordu, spędzili w pełnym lockdownie 139 dni. Więcej niż jakikolwiek inny naród na świecie. Po drugie Netanjahu jest postrzegany przez dużą część społeczeństwa izraelskiego jako polityk nieuczciwy, oskarżany o korupcję.
W grudniu, gdy w Izraelu zaczął się program szczepień, Netanjahu powiedział członkom Likudu: „Izraelczycy zagłosują stosownie do akcji, które powzięliśmy, i skutków naszych działań. W tym najważniejszym momencie będą pamiętali, kto dostarczył im szczepionek, i kto wydostał ich z kryzysu”. Rząd osiągną w tym sukces. W każdym teatrze, przy każdym muzeum i kinie, są aktywne punkty szczepień. Gdy w przychodniach zostaje za dużo szczepionek, personel medyczny ma obowiązek wejść przed przychodnię i zachęcać ludzi do szczepienia się. Słyszy się również o takich akcjach, jak „pójdź na pizzę i zaszczep się”. Po części słowa Netanjahu się sprawdziły. Likud wygrał te wybory. Jednak ich wyniki sygnalizują jak bardzo społeczeństwo jest podzielone. Pozostaje pytanie, czy Izrael wyjdzie z impasu politycznego.
