Grudniowy szczyt Rady Europejskiej – Polska, Węgry i budżet

Źródło: politico.eu

Dawid Pietrusiak

Szczyty przywódców Unii Europejskiej to gra, w trakcie której nikt nie wygrywa ze znaczną przewagą. Większą rolę w tej rozgrywce pełni tzw. unijny kompromis – sytuacja, w której żadne z państw nie osiąga w pełni swoich celów. Zamiast tego dąży się do minimalnego usatysfakcjonowania każdego z unijnych przywódców. Mając na uwadze taki tok myślenia można przystąpić do analizy ubiegłotygodniowego szczytu w Brukseli. Zanim to nastąpi, należy jednak przedstawić głównych bohaterów tego wydarzenia. Duet węgiersko-polski, czyli premierzy Viktor Orban oraz Mateusz Morawiecki, niemiecka kanclerz Angela Merkel, premier Królestwa Niderlandów Mark Rutte, przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel i przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Dopełnieniem całego obrazu jest historyczny budżet Wspólnoty na lata 2021-2027.

Projekt wyżej wspomnianych długoletnich ram finansowych UE był omawiany już późną wiosną tego roku. Całą dyskusję w tym temacie rozpoczął francusko-niemiecki pomysł odnośnie niespotykanego w historii Unii pakietu pomocowego dla państw członkowskich, który miałby wynosić 750 mld euro. Celem tego przedsięwzięcia jest szeroko pojmowana odbudowa gospodarek poszczególnych krajów UE po kryzysie wywołanym pandemią koronawirusa. Warto zwrócić uwagę, że była to propozycja rewolucyjna z kilku powodów. Najważniejszym był fakt, iż środki przeznaczone na rewitalizację ekonomiczną wspólnoty miałyby pochodzić m.in. z kredytu zaciągniętego razem przez wszystkie państwa. Jest to bezprecedensowa decyzja w kontekście integracji europejskiej, ponieważ w jeszcze większym stopniu niż dotychczas kompetencje w kwestiach finansowych zostały oddane organom wspólnotowym. 

Jedną sprawą jest ogłoszenie pomysłu, a inną jest jego realizacja. Można się było o tym przekonać na lipcowym szczycie Rady Europejskiej. Jest on postrzegany za jeden z najdłuższych i najtrudniejszych w ostatnich kilkunastu latach. Abstrahując od faktu, że niemalże za każdym razem negocjacje budżetowe w ramach UE bywają żmudne, to tegoroczna dyskusja wyróżniała się szczególnym skomplikowaniem na wielu płaszczyznach. 

Pierwszą z nich była niezgoda tzw. państw oszczędnych pod przewodnictwem premiera Królestwa Niderlandów Marka Rutte. Do niniejszej grupy zalicza się również państwa skandynawskie oraz Austrię. Postulatem tej frakcji było ograniczenie planowanych wydatków. Wynikało to z faktu, że te kraje są głównymi płatnikami netto do budżetu unijnego. Ustępstwem w ich kierunku było podzielenie Funduszu Odbudowy na dwie części tj. na bezzwrotne dotacje (390 mld euro) oraz zaciągnięte pożyczki (360 mld euro). Był to swego rodzaju kompromis, który pogodził interesy wyżej wspomnianych krajów oszczędnych z państwami południa (Francja, Hiszpania, Włochy i Grecja), które najbardziej ucierpiały przez skutki pandemicznego zamrożenia sektora turystycznego. 

Drugim problemem było połączenie wypłat zarówno z budżetu, jak i Funduszu Odbudowy od przestrzegania podstawowych wartości Unii Europejskiej wskazanych w artykule 2 Traktatu o UE w tym zasad państwa prawa. Takie postanowienia zyskały szeroką akceptację tzw. państw starej Unii na czele z Królestwem Niderlandów. Powodem takich działań jest systematyczne łamanie praworządności przez państwa, które są największymi beneficjentami budżetu UE. W rezultacie takich zdarzeń płatnicy netto postulowali większą kontrolę wydawanych środków. Nieoficjalnie do niechlubnego grona państw mających problemy z przestrzeganiem podstawowych zasad demokracji zaliczono Polskę, Węgry, Rumunię oraz Maltę. Ta lista pokrywa się z opublikowanym w tym roku raportem Komisji Europejskiej nt. przestrzegania praworządności na terenie UE. Mimo głośnych sprzeciwów ze strony Warszawy i Budapesztu podczas lipcowego szczytu mechanizm warunkowości zyskał aprobatę wszystkich państw członkowskich włączając w to Polskę i Węgry.

Sprawa zaczęła się komplikować wczesną jesienią, kiedy pojawiły się głosy o możliwości zastosowania przez Węgry i Polskę weta wobec wypracowanego budżetu w związku z uzależnieniem wypłat od przestrzegania zasad praworządności. Warto zwrócić szczególną uwagę, że to głównie ze strony polityków rządzącego na Węgrzech Fideszu padały słowa o niezgodnym z prawem systemie warunkowości. Może to wynikać z faktu, iż premier Viktor Orban został oskarżony o nieprawidłowe wykorzystywanie środków unijnych. Ponadto nieprzyjęcie budżetu nie stanowiłoby ogromnego problemu dla węgierskiego szefa rządu, ponieważ Fidesz prowadzi aktywną politykę bilateralną z Federacją Rosyjską, w szczególności z prezydentem Władimirem Putinem. 

Zupełnie inaczej sytuuje się Polska. Abstrahując od faktu, iż systematycznie od 2015 roku polityka zagraniczna jest wykorzystywana w celach wewnętrznych, to wszystkie konflikty pomiędzy polskim rządem a Komisją Europejską według wielu ekspertów nie mogłyby być klasyfikowane jako przyczyna do zaprzestania wypłacania środków unijnych. Jednakże, rządzący w Polsce podporządkowali się węgierskiemu premierowi w tej kwestii i konsekwentnie przez cały okres od lipcowego szczytu Rady Europejskiej krytykowali plan budżetu grożąc jego zawetowaniem.  W tym miejscu do gry wkracza szefowa niemieckiego rządu, który sprawuje obecnie prezydencję w UE. Angela Merkel tuż przed grudniowym szczytem zaproponowała Warszawie i Budapesztowi możliwość każdorazowego zaskarżania decyzji o wstrzymaniu wypłat do Trybunału Sprawiedliwości UE. Niemiecka propozycja spotkała się akceptacją premierów Morawieckiego i Orbana, co umożliwiło ostateczne porzucenie “strategii” weta. Warto jednak zwrócić uwagę, że postanowienia odnośnie warunkowania wypłat od przestrzegania zasad państwa prawa nie zmieniły się od lipca, dodano tylko wyżej wspomnianą ingerencję TSUE, a Polska i Węgry zgodziły się na tę propozycję. 

Przyjęcie budżetu zostało odebrano z ogromną ulgą we wszystkich stolicach państw członkowskich. Dzięki temu uniknięto wprowadzenia prowizorium budżetowego, co by oznaczało całkowity paraliż inwestycji, które są współfinansowane ze środków unijnych. Ponadto utrudniłoby to sprawną i szybką odbudowę całej gospodarki UE. Podczas szczytu przyjęto również projekt zakładający zmniejszenie emisji dwutlenku węgla do 2030 roku o 55% w stosunku do roku 1990. Podobnie, jak w kwestiach praworządności Polska i państwa regionu Europy Środkowo-Wschodniej blokowały przyjęcie planu, ale dzięki gwarancji wypłat na dostosowanie gospodarek do nowych realiów zgodzono się na poparcie postulowanego przez Ursulę von der Leyen i Charlesa Michela ambitnego planu ekologicznego. 

Próżno szukać największego wygranego tej rozgrywki. Angela Merkel udowodniła, że potrafi doprowadzić do kompromisu i tym samym uratowała projekt budżetu, szefowa Komisji Europejskiej uzyskała gwarancję realizacji ekologicznej agendy UE, a cel premiera Rutte, czyli potwierdzenie szerszej kontroli zasad praworządności napotkał znaczną aprobatę większości państw członkowskich. Mając na uwadze wszystkie decyzje podjęte podczas spotkania premierów oraz szefów państw UE nasuwa się tylko jedno pytanie: co osiągnęły Polska i Węgry. Niestety dla rządów obu tych krajów odpowiedź nie będzie satysfakcjonująca.

Leave a comment