
Dawid Pietrusiak
W sobotę 17 października odbyły się wybory parlamentarne w Nowej Zelandii. Zwyciężyła współrządząca Partia Pracy pod przewodnictwem pani premier Jacindy Ardern, zdobywając samodzielną większość w parlamencie. Jest to historyczny wynik, gdyż od czasu zmiany ordynacji wyborczej w 1993 roku na proporcjonalną żadna partia nie była w stanie rządzić samodzielnie. Największa opozycyjna partia, Narodowa Partia Nowej Zelandii, uzyskała niecałe 27% poparcia, tracąc tym samym 19 deputowanych ze swojej reprezentacji w parlamencie. Na trzecim miejscu znalazła się liberalna partia ACT, wprowadzając do nowozelandzkiej Izby Reprezentantów 10 swoich przedstawicieli. Tyle samo miejsc uzyskała partia Zielonych. Wartym odnotowania jest fakt, iż dotychczasowy koalicjant Partii Pracy, New Zealand First, nie przekroczył progu wyborczego.
Pierwotnie wybory były rozpisane na 19 września, jednak ze względu na pandemię premier Ardern przesunęła datę elekcji o niecały miesiąc. Bardzo wysoki wynik uzyskany przez laburzystów jest wypadkową kilku czynników. Jednakże wielu obserwatorów nowozelandzkiej sceny politycznej twierdzi, że tak znaczące zwycięstwo liberałowie zawdzięczają głównie Jacindzie Ardern. Obejmując stanowisko przewodniczącej Partii Pracy w 2017 roku, na kilka miesięcy przed wyborami, nikt nie przypuszczał, że doprowadzi swoje ugrupowanie do współrządzenia i trzy lata później, do ogromnego zwycięstwa. W poprzednich wyborach jej stronnictwo zdobyło 46 miejsc w parlamencie, ale dzięki swoim zdolnościom koalicyjnym Jacinda Ardern stworzyła rząd składający się z Partii Pracy, Zielonych i New Zealand First. Koalicyjny rząd dysponował większością w 120-osobowym parlamencie, wynoszącą 63 deputowanych.
W kampanii wyborczej w 2017 roku ówczesna liderka opozycji Jacinda Ardern zapowiedziała wiele projektów ustawodawczych. Ich głównym celem było zmniejszenie rosnącej różnicy pomiędzy bogatymi a biednymi. Temu miały służyć hucznie zapowiadane zwiększenie płacy minimalnej oraz budowa 100 000 niedrogich mieszkań w przeciągu dekady. W wyniku nieporozumień w łonie koalicji w trakcie trwającej trzy lata kadencji nie uchwalono ustawy podwyższającej minimalne wynagrodzenie. Również realizacja planu budowy niedrogich mieszkań napotkała wiele problemów. W trakcie trzech lat wybudowano niecałe 300 lokali, co w perspektywie celu 100 tysięcy do końca 2027 roku zmusiło rząd do obniżenia początkowych założeń. Jednak pomimo niespełnionych obietnic z 2017 roku Partia Pracy i pani premier zdołali ponownie przekonać do siebie społeczeństwo Nowej Zelandii i to w znacznie większym stopniu niż przed trzema laty.
Wielu analityków twierdzi, że pierwsze dwa i pół roku rządów laburzystów w ogóle nie miało znaczenia w kontekście obecnych wyborów z wyjątkiem tragicznego w skutkach zamachu terrorystycznego na meczet w Christchurch. W marcu 2019 roku uzbrojony terrorysta wtargnął do świątyni pełnej modlących się muzułmanów. Przed dokonaniem masakry sprawca opublikował manifest, w którym poparł “białą supremację” i w sposób rasistowski stwierdził, że musi “chronić białą rasę”. W wyniku zamachu zginęło 51 uczestników nabożeństwa w meczecie, a kolejnych 49 zostało rannych. Natychmiast po masakrze premier stanowczo potępiła wszelkie akty terrorystyczne. Kilka dni później sama przyjechała do Christchurch. Ubrana w hidżab przed miejscowym meczetem zapowiedziała, że parlament zajmie się zmianą bardzo liberalnego prawa do posiadania broni. W niecały miesiąc po zamachu uchwalono ustawę zaostrzającą dostęp do broni. Szybkością i stanowczością premier Ardern zyskała ogromne zaufanie społeczne oraz poparcie Nowozelandczyków.
Sytuację drastycznie zmienił wybuch pandemii koronawirusa. Już w marcu w liczącym niecałe 5 milionów obywateli kraju zanotowano ponad 100 przypadków zakażeń wirusem SARS-CoV-2. W porównaniu do innych państw świata, czy też regionu nie były to liczby duże, jednak pani premier postanowiła działać wyprzedzająco. Strategia “go hard, go early” (ang. Działać stanowczo i wcześnie) obejmowała natychmiastowe zamknięcie granic, masowe testowanie społeczeństwa i wprowadzenie narodowego lockdownu. Ponadto, razem z dyrektorem generalnym państwowego urzędu zdrowia Jacinda Ardern codziennie przedstawiała opinii publicznej aktualny stan rzeczy. Dzięki temu podejściu do walki z koronawirusem ten wyspiarski kraj, jako pierwszy na świecie, oznajmił wygraną z pandemią. Już w maju nie zanotowano żadnego przypadku zakażenia wirusem. Trwało to ponad 100 dni, do sierpnia, kiedy u przyjezdnych z zagranicy wykryto obecność SARS-CoV-2. Mimo tego polityka rządu premier Ardern okazała się ogromnym sukcesem. Do 18 października Nowa Zelandia zanotowało niecałe 1900 przypadków zakażeń wirusem i tylko 25 zgonów. Poziom zaufania do rządu osiągnął poziom 70% w maju. Walka z pandemią była głównym tematem kampanii wyborczej. Najpoważniejsza konkurentka premier Ardern, liderka Partii Narodowej Judith Collins, próbowała wytykać rządowi niezrealizowanie większości obietnic z 2017 roku i kłamstwa odnośnie do zwalczania koronawirusa. Jednakże analizując wynik jej ugrupowania, społeczeństwo w znacznej mierze nie zgodziło się z taką argumentacją.
40-letnia Jacinda Ardern, obok kanadyjskiego premiera Justina Trudeau, jest jedną z głównych twarzy nowego pokolenia liberalnych polityków. W trakcie swojej pierwszej kadencji wielokrotnie podkreślała znaczenie takich kwestii jak walka z ociepleniem klimatu, równouprawnienie płci, czy niwelowanie różnic społecznych. Warto wspomnieć jej dwumiesięczny urlop macierzyński, czym podkreśliła znaczenie pracujących matek w kontekście społecznym i gospodarczym. Teraz ona i jej partia, uzyskawszy ogromny mandat zaufania ze strony Nowozelandczyków, może podjąć się zadania realizacji bardziej ambitnych projektów. Potencjalnie w nowej kadencji będzie to łatwiejsze, ponieważ samodzielna większość w parlamencie ogranicza ustępstwa względem koalicjantów. Warto również wspomnieć dwie rzeczy. Po pierwsze oprócz wyboru nowej reprezentacji parlamentarnej Nowozelandczycy brali również udział w referendum. Dotyczyło ono legalizacji posiadania marihuany oraz eutanazji, jednakże wyniki w tych kwestiach zostaną dopiero opublikowane 30 października. Po drugie godnym zwrócenia uwagi jest fakt stopniowo zwiększającej się frekwencji wyborczej od 2011 roku, który w tegorocznych wyborach wyniósł aż 82,5%.
