“моя труба” — Nord Stream 2

Julia Zalewska-Biziuk

Podczas rozmów telefonicznych z kanclerz Niemiec rzadko się zdarza, by prezydent Rosji, Władimir Putin, o niego nie pytał. Pieszczotliwie mówi o nim “моя труба” (ros. moja rura) i postrzega go, jako osobiste przedsięwzięcie. Ukończony w 94% gazociąg Nord Stream 2 wzbudza wiele emocji, głównie negatywnych, w Europie i Ameryce. W czasie gdy Stany Zjednoczone nakładają na niego kolejne sankcje, państwa Europy Środkowo-Wschodniej ostro  go krytykują, a rosyjski opozycjonista, Aleksiej Navalny, dochodzi do siebie po otruciu nowiczokiem, można odnieść wrażenie,  że ukończenie “truby Putina” staje pod znakiem zapytania.

Jednak to tylko wrażenie. Na tak zaawansowanym etapie prace nie zostaną już wstrzymane. Niemcy potrzebują gazu z Rosji, tak jak Rosja potrzebuje miliardów euro z Niemiec. Angela Merkel jeszcze w lipcu, kiedy USA nałożyły sankcje na Nord Stream 2, mówiła, że Niemcy nie ugną się pod presją z zewnątrz, a przedsięwzięcie zostanie sfinalizowane. Podkreślała, że nie jest to projekt polityczny, a czysto biznesowy. Co więcej, gdyby wymiar polityczny miał znaczenie dla Niemiec przy budowie Nord Stream 2, czy nie zaprzestano by prac, gdy Rosjanie dopuścili się cyberataku na Bundestag w 2015, wpierali rosyjskich separatystów w Donbasie, czy gdy zlecili zamach na czeczeńskiego bojownika w Berlinie?

Iskrą, która wznieciła dyskusje na temat przyszłości Nord Stream 2, było otrucie Aleksieja Navalnego. W szpitalu w Belinie, do którego trafił, wykazano, że został otruty nowiczokiem, “wizytówką” rosyjskich służb specjalnych. Tylko Kreml był w stanie zorganizować zamach.  Przeciwnicy gazociągu oczekiwali ostrej reakcji ze strony Angeli Merkel; “trzeba rozmawiać w jedynym języku, jaki rozumie Putin — języku gazu” — powiedział Norbert Röttgen, główny kandydat na następcę kanclerz Angeli Merkel, która planuje odejść z polityki w przyszłym roku. Jednak minister spraw zagranicznych Niemiec, Heiko Maas nie zaproponował objęcia sankcjami budowy Nord Stream 2. Użycie nowiczoku było równoznaczne ze złamaniem Konwencji o zakazie broni chemicznej, której stronami jest 190 państw, w tym Rosja. Zgodnie z nią zakazana jest produkcja, rozwój, składowanie, przekazywanie i nabywanie, a przede wszystkim użycie broni chemicznej. Jeśli państwo-strona traktatu posiada taką broń, np. nowiczok, ma obowiązek ją zniszczyć i poinformować o tym Organizację ds. Zakazu Broni Chemicznej w Hadze. Heiko Maas zwrócił uwagę, że Rosja naruszyła traktat międzynarodowy, zatem reakcja powinna również być międzynarodowa, a nie niemiecka. Powiedział również, że przeciwnicy projektu Nord Stream 2 wykorzystują otrucie Nawalnego, by utrudnić jego realizację. Oponenci gazociągu zwracają uwagę, że jest on politycznie problematyczny, niespójny z celami klimatycznymi UE i w dodatku Niemcom niepotrzebny, gdyż gaz ziemny mogłyby importować np. z Ameryki. Niemniej jednak przerwanie projektu, który jest wspólną inicjatywą rosyjskiej spółki gazowej Gazprom oraz pięciu firm Europy Zachodniej, jest tematem bardzo kontrowersyjnym.

Same Niemcy rocznie zużywają około 85-90 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego. 1/3 tego importują z Rosji, 1/3 z Norwegii, a około 30% — z Niderlandów; resztę produkują u siebie. Niderlandy, gdzie duża część społeczeństwa opowiada się za prośrodowiskowymi zmianami, do 2030 planują zaprzestać produkcji gazu ziemnego. Z kolei Niemcy będą zwiększać zapotrzebowanie na ten surowiec, jako że odchodzą od energii jądrowej, odpowiadającej za 14% wytwarzanej energii elektrycznej — ostatnia elektrownia jądrowa ma zostać wyłączona w 2022 —i od węgla, który wywarza ok. 30% energii elektrycznej; do 2038 planują zamknąć ostatnie kopalnie. W obliczu tego gaz ziemny pozostanie przez pewien okres ważnym elementem krajobrazu gospodarczego w tym państwie. Niemcy w ramach długoplanowej transformacji energetycznej, tzw. Energiewende, stopniowo będą zwiększać udział zielonej energii w swojej strukturze energetycznej. Już teraz ok. 50% jej energii elektrycznej pochodzi z zielonych źródeł energii. Gaz ziemny może się okazać rozwiązaniem tymczasowym w przechodzeniu kraju na energię w 100% pochodzącą z odnawialnych źródeł.

Umowę o rozpoczęciu budowy gazociągu Nord Stream 2 podpisano w 2015. Ma być bliźniaczą rurą Nord Stream, która obecnie dostarcza na rynek europejski 55 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie. Nord Stream 2 zwiększy tę ilość dwukrotnie, do 110 miliardów metrów sześciennych. Docelowo gazociąg ma mieć 1,230 km i przechodzić przez Morze Bałtyckie z  Ust-Ługi w Rosji do Greifswaldu w Niemczech. Nord Stream 2 należy do rosyjskiej państwowej firmy Gazprom, największego dostawcy gazu ziemnego na świecie. Państwa Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza Polska, Litwa i Ukraina, krytykują projekt, który ma w jeszcze większym stopniu uzależnić rynek europejski od rosyjskiego gazu — aktualnie 40% gazu ziemnego dostarczanego do Europy pochodzi z Rosji, a Niemcy są jego największym importerem. Sama Polska coraz mniej polega na rosyjskim surowcu — od 2015 importuje mniej gazu z Rosji, a więcej z Ameryki, Norwegii i Kataru.

Pozostaje kwestia Ukrainy. Co roku z Rosji przez jej terytorium na rynek europejski trafiają duże ilości gazu, za których tranzyt do budżetu Kijowa wpływa ok. 2,5 mld euro każdego roku; to 3% jej PKB. Nord Stream 2 omija terytorium Ukrainy, przechodząc przez wyłączne strefy ekonomiczne i wody terytorialne Rosji, Finlandii, Szwecji, Danii i Niemiec. Brak wpływów pieniężnych do budżetu Ukrainy z tranzytów będzie miało dla niej negatywne skutki gospodarcze. Przedstawiciele Gazpromu utrzymują, że przez gazociągi przechodzące przez Ukrainę nadal będzie przesyłany gaz ziemny, jako że Nord Stream 2 nie będzie w stanie zaspokoić całkowitego popytu na surowiec. Prawdopodobnie Kreml będzie używał gazociągu dla swoich rozgrywek politycznych z Ukrainą. W grudniu ubiegłego roku Angela Merkel pomogła doprowadzić do porozumienia Rosji z Ukrainą; zgodnie z nim Gazprom przez kolejne 5 lat będzie płacić za tranzyt gazu Ukrainie. 

Co ciekawe, w całą tę kontrowersyjną sprawę wmieszała się ostatnio Polska. Polskie antymonopolowe ciało nadzorcze, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), nałożył na Gazprom karę w wysokości 6,47 mld euro i dodatkowe 523 mln euro na spółki energetyczne zaangażowane w projekt — Royal Dutch Shell, ENGIE, OMV, Uniper i Wintershall. Zgodnie z prawem unijnym fuzja spółek, również tych zagranicznych, która miałaby wpływ na krajowy rynek, powinna być zakomunikowana krajowemu urzędowi antymonopolowemu. Projekt Nord Stream 2 na początku miał być wspólnym przedsięwzięciem Gazpromu i pięciu tych spółek energetycznych. W tej postaci został zgłoszony polskiemu urządowi antymonopolowemu, który nie wyraził zgody na działalność konsorcjum. UOKiK uznał, że projekt Nord Stream 2 doprowadzi do wzrostu dominacji Gazpromu na polskim rynku i jest sprzeczny z zasadami uczciwej konkurencji. W związku z odmową UOKiK strony umowy pozornie wycofały się z fuzji. Pozornie, bo właścicielem Nord Stream 2 miał pozostać Gazprom; jednak te 5 pozostałych spółek udzieliło mu kredytu, każda z nich w wysokości 950 mln euro, na zrealizowanie projektu; podpisały przy tym umowę, zgodnie z którą jeśli Gazprom nie spłaci w określonym terminie kredytodawców, każdy z nich będzie miał zagwarantowane udziały w Nord Stream 2. Polska uznała to za próbę obejścia prawa unijnego i konieczności zgody polskiej strony na działalność w ramach konsorcjum. Rosja uważa, że działania Polski mają motyw wyłącznie polityczny, by ułatwić Amerykanom wejście z ich gazem na rynek europejski. Polska zapowiedziała, że podejmie wszelkie dostępne środki prawne, by kara przez nią nałożona została usankcjonowana. 

Leave a comment