Julia Zalewska-Biziuk
Nie jest tajemnicą, że sytuacja na rynku naftowym ma się nie najlepiej. W czasie pandemii ludzie przestali jeździć samochodami, latać samolotami, duża ich część przestawiła się na pracę zdalną. Światowy popyt na ropę naftową spadł o prawie 1/3.
Od początku pandemii rynek naftowy doświadczył kilku dużych wstrząsów. W marcu, kiedy Chiny, największy importer ropy naftowej, zmniejszyły jej zużycie i import, ceny ropy gwałtownie spadły. Wtedy Arabia Saudyjska, lider OPEC, wraz z Rosją próbowały wypracować wspólną strategię, by zahamować dalszy spadek cen przez wprowadzenie cięć w produkcji. Jednak negocjacje zakończyły się fiaskiem i zamiast zmniejszać podaż ropy, wybuchł konflikt cenowy, gdzie oba państwa zapowiedziały drastyczne zwiększenie produkcji i sprzedaż ropy po jeszcze niższych cenach. Arabia Saudyjska zapowiedziała, że zwiększy produkcję o 25% — do najwyższego poziomu w swojej historii. Rosja rozważała zwiększenie produkcji o 500 000 baryłek na dzień. Chodziło o to, by zalewając rynek tanią ropą naftową, wyprzeć konkurencję z rynku. Te działania, obliczone na wykończenie produkcji przeciwnika, zbijały już i tak niską cenę ropy naftowej. 3 dni po zerwanych negocjacjach ceny ropy spadły o 30% — poniżej 32$ za baryłkę.
Dla gospodarek silnie zależnych od cen ropy, takich jak Nigeria czy Oman, perspektywy nie rysowały się obiecująco. W Nigerii, gdzie ropa naftowa stanowi 90% całego eksportu, trzeba było ustalić nowy budżet — stary bazował na cenie 57$ za baryłkę. W Omanie budżet na 2020 przewidywał deficyt w wysokości 8% PKB, ale przy cenie 58$ za baryłkę. Same Stany Zjednoczone były zaniepokojone o swoją ropę łupkową. Nad wojną cenową Arabii Saudyjskiej z Rosją rozciągało się widmo kryzysu gospodarczego, a w niektórych państwach, tych bardziej niestabilnych, także kryzysu politycznego.
Wtedy w sprawę postanowiła zaangażować się Ameryka. W kwietniu prezydent USA, Donald Trump, napisał na Twitterze, że rozmawiał z Władimirem Putinem i księciem Arabii Saudyjskiej, Muhamadem ibn Salmanem, którzy również mieli rozmawiać ze sobą. Napisał, że w niedługim czasie liczy na cięcia w produkcji. Grupa amerykańskich senatorów ze stanów produkujących ropę łupkową — Teksasu i Dakoty Północnej — nawet zagroziła, że Ameryka wstrzyma militarne wsparcie dla Arabii Saudyjskiej, jeżeli nie ograniczy produkcji. Ostatecznie Rosji i Arabii Saudyjskiej udało się zawrzeć porozumienie, zgodnie z którym OPEC i Rosja wprowadziły na maj i czerwiec cięcia w wydobyciu o prawie 10 milionów baryłek na dzień. Ustaliły również, że będą ograniczać produkcję, choć nie w tak dużym stopniu, przez następne dwa lata. Tak skończyła się trwająca miesiąc i 6 dni globalna wojna cenowa.
Gdyby cena za baryłkę ropy wynosiła dzisiaj 100$, 90% producentów osiągnęłoby co najmniej 10% stopę zwrotu z kapitału. Do 2014 cena faktycznie oscylowała wokół 100$ za baryłkę. Kiedy w 2010 USA wynalazły nowatorską metodę wydobywania ropy łupkowej w stanach Teksas i Dakota Północna, rozpoczął się wyścig o zakładanie nowych szybów naftowych — do 2014 było ich już 20 000. Rynek naftowy z niedoboru ropy przeszedł do jej nadwyżki. Dodatkowo Arabia Saudyjska, chcąc wyprzeć producentów ponoszących wyższe koszty w produkcji ropy, także niektórych z Ameryki, próbowała zalać rynek tanią ropą naftową, co dalej zbijało ceny. Między 2014 a 2016 ceny ropy naftowej spadły o 75% — ze 110$ za baryłkę do 27$. W ten sposób 1,3 trylionów dolarów amerykańskich przeszło z rąk producentów do rąk konsumentów.
Później ceny odbiły w górę, ale nigdy nie wróciły do poziomu sprzed 2014. Dzisiaj, w czasach pandemii, cena baryłki wynosi około 40$, a popyt na surowiec jest tak niewielki, że ropa dosłownie wylewa się ze zbiorników. Odzwierciedla to pamiętny poniedziałek 20 kwietnia, kiedy ceny amerykańskiej ropy West Texas Intermediate w kontraktach na dostawę w maju spadły na giełdzie nowojorskiej do poziomu poniżej zera, bo już nie było gdzie jej składować. Ludzie byli w stanie zapłacić, by ktoś od nich zabrał ropę i zajął się szukaniem miejsca do jej składowania.

Oczywiście, gdy ludzkość pokona już koronawirusa, popyt na ropę na nowo wzbije się w górę, a ceny razem z nim. Jednak trudno przewidzieć, jaki poziom osiągną i kiedy to nastąpi. Jeden z największych koncernów naftowych na świecie, Shell, szacuje, że cena za baryłkę w 2021 wciąż będzie wynosić około 40$, a w 2022 — 50$. Przed pandemią przewidywał, że w tych samych latach cena wyniesie około 60$. Inny gigant, BP, prognozuje, że cena za baryłkę ropy w latach 2021-2055 będzie oscylować w okolicach 55$.
Warto również zwrócić uwagę na fakt, że w ostatnich latach występuje coraz bardziej wyraźna tendencja w zwracaniu się ku mniej szkodliwym dla środowiska źródłom energii. Trudno przewidzieć, jak kolejne regulacje klimatyczne i wahania cen wpłynął na rynek. Tacy giganci jak BP czy Chevron od dłuższego czasu pracują nad kolejnymi cięciami w kosztach produkcji, ograniczają nowe inwestycje, a nawet wycofują się z umiarkowanie korzystnych projektów. BP jest właściwie jedynym koncernem, z tych największych, któremu w pełni udało się zrealizować swój cel dezinwestycyjny, sprzedając swoje udziały warte 15 bilionów dolarów amerykańskich. O ile kiedyś sprzedaż pola naftowego czy gazowego była dość łatwym przedsięwzięciem, kupcy stali się ostrożniejsi. Nawet amerykańska ropa łupkowa, żyła złota niegdyś kusząca niskimi kosztami produkcji, wydaje się ryzykowną inwestycją. Niektórzy nafciarze obawiają się potencjalnych restrykcji związanych z ochroną środowiska ze strony Joe Bidena, kandydata demokratów na prezydenta USA.
Tymczasem państwa Bliskiego Wschodu i Afryki wpadły w tarapaty. Aby budżet Algierii był zbilansowany, cena za baryłkę ropy musiałaby wynieść 157$; niemal 4 razy więcej niż obecnie. W Iraku oficjele, poirytowani kolejnymi cięciami w ich płacach, dołączyli do protestujących, którzy chcą obalić cały system polityczny w kraju. Agencje ratingowe oceniły dług Omanu jako śmieciowy. Z kolei deficyt Kuwejtu może w tym roku wynieść nawet 40% jego PKB — osiągając najwyższy poziom na świecie. Co prawda w regionie od lat trwa dyskusja i opracowywanie planów nad stopniowym uniezależnianiem od produkcji i eksportu ropy naftowej oraz dywersyfikacją gospodarek. Muhammad bin Salman przedstawił kilka lat temu “Wizję 2030”; plan, zgodnie z którym gospodarka Arabii Saudyjskiej do roku 2030 uniezależni się od produkcji surowca. Jednak narazie dobrobyt państwa jest silnie powiązany z cenami ropy. W związku z tym Arabia Saudyjska musiała załagodzić skutki ich spadku w czasie pandemii, m.in. podnosząc ceny benzyny czy potrajając podatek obrotowy. Szacuje się, że jej tegoroczny deficyt budżetowy może przekroczyć nawet 110 bilionów dolarów — równowartość 16% jej PKB. Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie posiadają ogromne fundusze przeznaczone na finansowanie reform gospodarczych; teraz zostały zmuszone do korzystania z nich w celu równoważenia budżetu. Pomimo tych wstrząsów — a może właśnie w ich wyniku — być może się okaże, że zmagania państw arabskich ze spadającymi cenami ropy naftowej tylko przyspieszą i tak nieuniknione reformy gospodarcze, przybliżające państwa ku mniej naftowej przyszłości.
Od momentu odkrycia złóż ropy naftowej na Bliskim Wschodzie, Ameryka była szczególnie zainteresowana sytuacją w regionie; wiele razy interweniowała. Przy “Operacji Iracka Wolność” w 2003, jednym z pierwszych rozkazów wydanych amerykańskim żołnierzom, była ochrona przed uszkodzeniem irackich pól naftowych. W interesie Stanów Zjednoczonych leżał swobodny dostęp do ropy naftowej na Bliskim Wschodzie. Wszystko się zmieniło w 2010, gdy Amerykanie uzyskali dostęp do złóż ropy naftowej w Teksasie i Dakocie Północnej, stopniowo uniezależniając się od ropy z Bliskiego Wschodu. Od tej pory Ameryka zmniejszała swoją aktywność w regionie. Odkąd do władzy doszła administracja Trumpa, USA zaczęły się wycofywać. Po niemal 20-letniej obecności militarnej w Afganistanie Amerykanie podpisali układ z Talibami, zgodnie z którym będą stopniowo zmniejszać swoją obecność wojskową w Afganistanie — liczba żołnierzy amerykańskich, którzy tam stacjonują, od początku roku spadła o 1/3. W ubiegłym roku Amerykanie wycofali się z Syrii, porzucając na pastwę Turcji swojego największego sojusznika w regionie, Kurdów. Kiedy irańskie drony uderzyły w saudyjskie szyby naftowe, Ameryka ledwo zareagowała. Od wojny domowej w Libii trzyma się z daleka. Amerykanie wycofują się z regionu bez oglądania się za siebie.
