Julia Zalewska-Biziuk
W latach rewolucji francuskiej Abbé Grégorie, francuski ksiądz i rewolucjonista, zażądał, by skarby kultury, niegdyś należące do najbardziej uprzywilejowanej warstwy społeczeństwa, zostały zwrócone ludowi. Był prekursorem idei „un héritage commun” – „wspólnego dziedzictwa”. „W posągach, obrazach i księgach jest pot ludu – własność ludu zostanie mu zwrócona” – miał powiedzieć. Do swoich skarbów kultury zbiorowość posiada legitymizowane „potem ludu” prawo – kosztem własności prywatnej.
W latach 1967 – 1970 w Nigerii trwała wojna domowa. Ibo, trzecia po Hausa i Yoruba największa grupa etniczna w kraju, walczyła z rządem nigeryjskim o stworzenie własnego państwa – Republiki Biafry. Nigeria zwalczała separatystów tym bardziej że południowo-wschodnia część kraju, którą zajmują, jest obfita w ropę naftową.

Ta 3-letnia wojna była tragiczna w skutkach dla społeczności Ibo – ponad milion z nich zginęło. W 1970 separatyści skapitulowali. W międzyczasie okazje dostrzegli przemytnicy, handlarze i łowcy skarbów. Łatwiej jest kraść, gdy nikt nie patrzy. Nielegalnym wywozem prawdopodobnie zajmowali się również mediatorzy, którzy pośredniczyli w konflikcie Ibo z Nigerią.
Społeczność Ibo przez lata była ograbiana ze swojego dziedzictwa, a wytwory jej kultury, które na początku sprzedawano na czarnym rynku, z czasem trafiały do legalnego obrotu. Do dziś można je oglądać na wystawach i licytować w domach aukcyjnych na całym świecie, np. w domu aukcyjnym Christie’s w Paryżu. Christie’s jest znany ze sprzedaży luksusowych towarów zamożnym kolekcjonerom. Ostatnio sprzedał za rekordową sumę 2 mln 115 tys. euro 28,89-karatowy pierścionek z diamentem. Oferuje również rzeźbione talerze z dynastii Yuan (1279–1368), XIX-wieczne portrety z Indii, ludowe maski z Papui Nowej Gwinei czy artefakty Ibo.
29 czerwca echem na całym świecie odbiła się licytacja dwóch posągów zrobionych z drewna przez ludzi plemienia Ibo. Najprawdopodobniej zostały wywiezione z Nigerii w czasie wojny domowej i z czasem trafiły do legalnego obrotu. To, co Christie’s nazwała jednym z najwspanialszych wytworów kultury afrykańskiej za 212 500 euro stało się częścią czyjejś prywatnej kolekcji. Abbé Grégorie złapałby się za głowę.

©CHRISTIE’S IMAGES LTD, 2020
Profesor Chika Okeke-Agulu, historyk sztuki z Uniwersytetu w Princeton, twierdzi, że te obiekty to niewielka część artefaktów nielegalnie wywiezionych z Biafry.
Nigeria przed rozpoczęciem licytacji domagała się zwrotu posągów. Zwracała uwagę na naruszenie Konwencji Haskiej z 1954 o ochronie dóbr kulturalnych w razie konfliktu zbrojnego, której jest stroną od 1961. Konwencja UNESCO z 1970 również zakazuje międzynarodowego handlu skradzionymi artefaktami. Jednak Christie’s wydał oświadczenie, w którym zapewnił, że licytacja 29 czerwca odbywa się zgodnie z prawem. Bernard de Grunne, Belg, który sprzedał te posągi do Christie’s w 2010, twierdzi, że okoliczności ich wywozu z Nigerii są o tyle niejasne, że w latach wojny domowej na terenach Biafry panował chaos i trudno było cokolwiek kontrolować. Mogły zostać wywiezione w latach wojny, jak i wiele lat po niej; jednak dodaje „można uznać, że te wspaniałe dzieła sztuki zostały ocalone dla świata, by mógł je podziwiać. Inaczej prawdopodobnie zostałyby zniszczone w trakcie wojny”. Możemy się domyślać, że skoro zostały ocalone przed wojną, to nie mogły zostać wywiezione później.
Dom aukcyjny Christie’s oświadczył, że pewien kolekcjoner nabył posągi od afrykańskiego handlarza w 1968, może w 1969, w Kamerunie, lub w Paryżu. Później w posiadanie wszedł inny kolekcjoner, który w poniedziałek sprzedał je u Christie’s. Jest jeszcze jedna kwestia. W trakcie wojny wiele wytworów kultury przemycano przez granicę do Kamerunu, skąd były transportowane do Europy i trafiały na rynek. Na przykład w 1970 nigeryjska policja zatrzymała przemytników z Kamerunu, którzy ukrywali artefakty należące do Ibo. Biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, najprawdopodobniej społeczności Ibo skradziono oba posągi w czasie wojny.
Chika Okeke-Agulu porównał tę sytuację do repatriacji dóbr kultury po II wojnie światowej, kiedy Europejczycy zwracali sobie nawzajem ukradzione dzieła kultury – „Afryka nie liczy się politycznie. Tu chodzi o czysty zysk”. Głos Okeke-Agulu jest jednym z wielu domagających się zwrotu Afryce dóbr kultury, które często znajdują się w europejskich i amerykańskich prywatnych kolekcjach, i które znalazły się tam na skutek kolonialnej przeszłości i przemytu; W 2018 Prezydent Macron obiecał repatriację do państw afrykańskich tysięcy dzieł kultury, które znajdują się obecnie we francuskich muzeach. „W posągach, obrazach i księgach jest pot ludu – własność ludu zostanie mu zwrócona” – Abbé Grégorie doczekał się państwowych muzeów, gdzie każdy Francuz może oglądać skarby swojej kultury. Teraz czas na Afrykę. Jak powiedział Kenneth Clark, brytyjski historyk sztuki i dyrektor londyńskiej Galerii Narodowej na widok obrazów Constable’a wiszących w Yale, „własne dziedzictwo znaczy dla nas najwięcej, gdy widzimy, że odziedziczył je ktoś inny”.
